Logo Biblioteka Publiczna
MiG Szamotuły
im. Edmunda Calliera

 

We wrześniu czytaliśmy i rozmawialiśmy o książce Małgorzaty Halber: „Najgorszy człowiek na świecie”. „Krystyna czuje się wśród ludzi niepewnie. Od zawsze tak było. Nie wie, jak i o czym z nimi rozmawiać, choć od lat pracuje w telewizji. Jednak umie się kamuflować. Dla znajomych jest przebojową imprezowiczką, wygadaną i wesołą – bo wie, jak można dodać sobie odwagi. Wystarczy mały drink, może dwa. Przed szkołą, po pracy, przed randką, na imprezie. Żeby dobrze się bawić. Żeby wreszcie się nie bać. Żeby cokolwiek poczuć. Przecież wszyscy tak robią. Ale to lekarstwo działa tylko do czasu. Przed trzydziestką Krystyna decyduje się przestać. Na dobre. Wyleczyć ciało, ale przede wszystkim umysł”. Anatomia uzależnienia przedstawiona jest tutaj przez pryzmat spotkań terapeutycznych oraz związanych z nimi przeżyć. Od początkowej kontestacji i drwiny z procedur po podporządkowanie się im i współpracę. Jest trud, gniew, mnóstwo lęków i paranoiczne nastroje związane z odstawianiem, ale brak konkretnej diagnozy. Dowcip miesza się ze śmiertelną powagą, a ironia ze złośliwym sarkazmem. Główna bohaterka bardzo wcześnie wpadła w sidła nałogu. Picie zaczęło się już w szkole i przywiązało do siebie w bardzo skomplikowany sposób. Pracująca wśród ludzi i z nimi wyznaje prawdę nie do końca oczywistą – nie umie do nich mówić i konstruktywnie się z nimi porozumiewać. Ta trudność wynika z braku komunikacji z własnymi emocjami. Tworzy się przestrzeń, w której niedopowiedzenia zaczynają być opresyjne. Z milczenia i blokad bierze się chęć odrealnienia używkami. Refleksja? „Po prostu można się uzależnić od różnych rzeczy, jak się ma w sobie dziurę. Dziurę nudy oraz niezgody na to, co w danym momencie czujesz”. Jednak dla ludzi, którzy mierzą się z nałogiem i odebrał on im wiele, może to być za mało. Po taką książkę sięgnie zapewne spora grupa alkoholików w różnym wieku oraz różnej sytuacji życiowej. Walka z nałogiem to walka o rezygnację z utrwalonych zachowań, które nie gwarantowały spełnienia, bo były rozpaczliwymi próbami nieuczestniczenia w życiu.
Halber zaznacza, że przyszło jej zapłacić wysoką cenę za zadzieranie z rzeczywistością, której kształt chciała zmieniać Krystyna. Zagubienie wywołuje brak dostosowania, wewnętrznej dyscypliny oraz niegotowość do przyjmowania siebie w niedoskonałej formie. Nieźle pokazana jest bierność, którą od czasu do czasu zastępuje kompulsywna walka o normalność. Nie można oceniać prawdziwości czyichś przeżyć. Nie można decydować o tym, czyj dramat jest większy. Nie da się dyskutować z czymś, co jest osobiste, przeżyte z całą mocą i będące źródłem udręki. Nie można zatem krytykować „Najgorszego człowieka na świecie”, bo jest to opowieść szczera i zapewne napisana z sercem. To książka ważna, bo problem „picia na obcasach” jest coraz poważniejszy. Kobiecy alkoholizm bywał zazwyczaj samotny, skulony między kanapą a fotelem, z flaszką schowaną przed rodziną w bębnie pralki. Autorka jest autoironiczna, szczera i bezwzględna wobec siebie. Z dystansem opisuje swoje upadki, gdy ją – umalowaną cieniami Diora, błyskotliwą, podróżującą do Londynu i znającą słowo „indyferentny” – zgarnia policja, nieprzytomną, wprost z asfaltu. Przejmujące są opisy pustki, która pozostaje
w życiu, gdy trzeba wyeliminować z niego alkohol, a z człowieka zostaje tylko „wylinka”, „czuje, że go nie ma, że ktoś go ukradł”. To nie tylko pustka emocjonalna, ale też jak najbardziej praktyczna. Bo z kim się spotykać, skoro wszyscy piją, a na odwyku trzeba unikać pokus?
W tej książce uderza też samotność jej bohaterki. I brak zainteresowania ze strony dorosłych. Czytając ją, lepiej rozumiemy, że problemem nie jest alkohol, nie jest narkotyk, odmawianie sobie jedzenia albo hazard. Źródłem problemów z nałogiem jest to, że nie znasz i nie szanujesz siebie. Nie kumasz swojej instrukcji obsługi. Nie znasz swoich potrzeb. Nie wiesz, że zasługujesz na to, żeby zostały one zaspokojone. Nie rozumiesz, że Twoim głównym obowiązkiem jest o siebie zadbać. Nawet jeśli nie pijemy, nie ćpamy i nie cierpimy na anoreksję, to jeśli poznamy siebie, zrozumiemy swoje potrzeby, zauważymy, kiedy zjeżdżamy, w dół zjeżdżalnią złego samopoczucia, aż do opcji „dół ostateczny”,
i będziemy w stanie się sami uratować, jakość naszego życia zmieni się totalnie. To jest ogromnie ważne. Bo ludzie wstydzą się i boją się przyznać, że jest im źle i czują się słabi. Chcą jak najszybciej uciec od smutku lub złości. „KAŻDY SIĘ WSTYDZI. KAŻDY SIĘ WSTYDZI TRZECH RZECZY, ŻE NIE JEST ŁADNY. ŻE ZA MAŁO WIE. I ŻE NIEWYSTARCZAJĄCO DOBRZE RADZI SOBIE W ŻYCIU. KAŻDY. Dlaczego więc nikt się do tego nie przyznaje? Dlaczego nikt o tym nie mówi? O ile łatwiej by nam się rozmawiało na przyjęciach, gdyby można to było powiedzieć głośno”.

Następne spotkanie: 21.10.25r. godz. 18:15. Książka „Kawalerka z witrażem” – Łukasz Nicpan.

Skip to content