Wyobraź sobie, że pewnego zwyczajnego dnia wychodzisz z domu i już do niego nie wracasz… Nie dlatego, że wydarzyło się coś strasznego. Przeciwnie — wszystko jest dokładnie takie jak zawsze. Ta sama ulica, ta sama praca, ci sami ludzie. Tylko nagle pojawia się myśl: „A jeśli to nie jest życie, którego naprawdę chciałem?”
Właśnie od takiego pęknięcia w codzienności zaczyna się „Nocny pociąg do Lizbony” Pascala Merciera, który omawialiśmy we wrześniu w Dyskusyjnym Klubie Książki. Raimund Gregorius, nauczyciel języków klasycznych w Bernie, jest człowiekiem, którego życie wydaje się idealnie uporządkowane. Ma pracę, przyzwyczajenia, codzienny rytm. Wszystko znajduje się na swoim miejscu — może poza nim samym. Pewnego deszczowego poranka spotkanie z nieznajomą kobietą i przypadkowo odnaleziona książka portugalskiego autora Amadeu de Prado sprawiają, że Gregorius robi coś, czego nikt by się po nim nie spodziewał: zostawia dotychczasowe życie i rusza do Lizbony. Ale to nie jest zwykła powieść o podróży. Lizbona okazuje się tylko miejscem na mapie. Prawdziwa podróż odbywa się w głowie bohatera.
Gregorius próbuje odtworzyć życie człowieka, którego nigdy nie poznał. Czyta jego zapiski, spotyka osoby, które go znały, odkrywa kolejne fragmenty jego historii. Im więcej dowiaduje się o Amadeu, tym bardziej zaczyna rozumieć samego siebie. I właśnie w tym tkwi największa siła tej książki: poszukiwanie drugiego człowieka staje się powoli poszukiwaniem własnej tożsamości. Autor nie przedstawia przemiany Gregoriusa jako nagłego cudu. Nie ma tutaj prostego schematu: bohater był zagubiony, wyjechał i odnalazł szczęście. Lizbona nie jest magicznym miejscem, które automatycznie rozwiązuje problemy. Jest raczej lustrem. To w niej Gregorius zaczyna dostrzegać rzeczy, których wcześniej nie chciał albo nie potrafił zobaczyć. Mercier nie prowadzi czytelnika szybkim pociągiem. Przeciwnie — czasami celowo zwalnia, zatrzymuje się na długich rozmowach i filozoficznych rozważaniach. Można mieć wrażenie, że fabuła stoi w miejscu. Jednak być może właśnie o to chodzi. Bo niektóre pytania nie pozwalają człowiekowi biec. Każą mu się zatrzymać. Bo może najważniejsze pytanie nie brzmi: „Dokąd jadę?” Może brzmi: „Dlaczego właściwie jadę właśnie tam?”
Czy naprawdę znamy ludzi, których kochamy? Czy możemy poznać samych siebie? A może nasze życie jest tylko jedną z wielu możliwych wersji nas samych — wersją, na którą zdecydowaliśmy się trochę przez przypadek?
Najbardziej urzeka myśl, że człowiek może całe życie funkcjonować według ustalonego planu,
a mimo to w jednej chwili odkryć, że gdzieś po drodze zgubił własne pragnienia. Gregorius nie jest typowym bohaterem powieści przygodowej. Nie walczy z potworami, nie zdobywa świata
i nie dokonuje spektakularnych czynów. Jego największym przeciwnikiem jest własne przyzwyczajenie. I właśnie dlatego jego podróż wydaje się tak bliska współczesnemu czytelnikowi.
„Nocny pociąg do Lizbony” jest też książką o słowach. O tym, że czasami jedno zdanie potrafi zrobić z człowiekiem więcej niż wielka życiowa katastrofa. Książka Amadeu de Prado działa na Gregoriusa jak klucz — otwiera drzwi, których wcześniej nawet nie zauważał. Mercier pokazuje przy tym, że literatura nie zawsze daje odpowiedzi. Czasem robi coś znacznie ważniejszego: zmusza nas do zadawania właściwych pytań.
Nie jest to jednak powieść dla każdego. Jeśli ktoś oczekuje dynamicznej fabuły, licznych zwrotów akcji i szybkiego tempa, może poczuć się rozczarowany. To książka wymagająca cierpliwości. Momentami bardziej przypomina filozoficzną rozmowę niż klasyczną powieść. Jej akcja rozwija się nie tyle poprzez wydarzenia, ile poprzez kolejne odkrycia i refleksje.
A jednak po odłożeniu książki zostaje coś trudnego do nazwania. Może to lekki niepokój. Może pytanie: „A co, jeśli moje życie mogłoby wyglądać zupełnie inaczej?”. I chyba właśnie dlatego tytułowy pociąg jest czymś więcej niż środkiem transportu.
To symbol decyzji. Bo każdy z nas ma swoją Lizbonę — miejsce, człowieka, marzenie albo wersję siebie, do której chciałby kiedyś dotrzeć. Problem polega na tym, że biletu w jedną stronę nie dostajemy z góry. Czasem trzeba samemu zdecydować, czy odważyć się wsiąść. „Nocny pociąg…” nie mówi więc: zmień swoje życie. Pyta o coś znacznie trudniejszego: Czy jesteś pewien, że naprawdę żyjesz swoim? Najtrudniejszą podróżą wcale nie jest podróż do nieznanego miejsca. Najtrudniej jest wyjść poza człowieka, którym przyzwyczailiśmy się być.

