W lipcu Wioletta Grzegorzewska opowiedziała nam historię, pt. „Stancje”. To opowieść jednocześnie o bezradności i determinacji.
O tym, w jaki sposób żyją w nas wspomnienia, i o lęku przed wychodzeniem naprzeciw temu, co nowe.
Zbyt wiele wydobyło się stamtąd, skąd Wioletta Rogala wyjeżdża. Zbyt ciężki bagaż emocjonalny ze sobą zabrała.
Czy poszukuje własnej tożsamości? Może chce rozpaczliwie wydobywać intymne okruchy z pamięci innych, by zatrzeć w swojej to, co ją uwiera
i stygmatyzuje?
Gdy autorka kończyła „Guguły”, jej bohaterka nie miała odwagi ruszyć
w świat. Hektary były wszystkim, co rozumiała, pojmowała i co dawało poczucie bezpieczeństwa. „Stancje” są o tym, co wydarzyło się po zmianie decyzji. O ruszeniu w ten wielki świat, który symbolizuje najbliższa metropolia – Częstochowa. Czy jest gotowa na to, by wędrować?
W tej, momentami poetyckiej, prozie mówiącej o realiach, w gruncie rzeczy pozbawionego barw etapu studenckiego życia, czai się nie tylko strach głównej bohaterki, która niesie ze sobą wspomnienia z rodzinnej wsi i łączy je w świadomości z tym, co opowiadają ludzie w mieście. Jest w niej także ta bliżej nieokreślona forma świata, który dopiero trzeba sobie złożyć w całość. Czasem myśląc o nieprzebytej materii kosmosu, czasem przywołując śmierć.
To książka o ważności wspomnień oraz o doświadczeniach w relacjach międzyludzkich. Ponadto o kobiecej uważności, delikatności i empatii
w słuchaniu. Z elementami subtelnego erotyzmu oraz dygresjami dotyczącymi różnych form życia, bo przecież nieprzypadkowo Wioletta na zajęciach z łaciny odmienia czasownik „żyć”.
Świat nie zna jeszcze komputerów i telefonów komórkowych. Wiolka tuła się od jednej stancji do drugiej: mieszka w podejrzanym robotniczym hotelu, klasztorze, wynajętej kawalerce. W każdym miejscu poznaje innych ludzi i ich historie, słucha opowieści o kosmosie, więzieniu, oswojonych wronach, rosyjskich zupach, narzeczonej, która oszukała i odeszła. Pozostaje otwarta na nowe doświadczenia i lektury. Stopniowo konfrontuje się ze wspomnieniami o dzieciństwie spędzonym na wsi, własnymi wyobrażeniami, swoim ciałem.
Wreszcie, zakochuje się po raz pierwszy.
Interesujące zakończenie tej książki każe nam zrewidować każdy pogląd na temat tego, co się wcześniej wydarzyło. Wioletta poszukuje możliwości czy je odrzuca? Stara się dostosować czy dostosowuje to, co widzi, do ukształtowanych już wyobrażeń i wrażliwości? Spotykani znajomi z Hektarów są już inni, mają inne priorytety, wyglądają inaczej, inaczej się zachowują. Wioletta unika bliskości, na jaką pozwalała wcześniej. Mierzy się z odejściem babki, które naznacza ją na kilka sposobów. Częstochowa nie zbliża się do niej, to miasto wciąż pozostaje zagadkowo obce. Można w nim spotkać nieszczęście pod postacią agresywnych skinów, można też uciec w niebyt na kilka dni, by ocknąć się i ponownie spróbować zmierzyć z prozą życia.
Następne spotkanie: 6 sierpnia, godz. 18:15. Czytamy: „O sztuce oraz sposobach usidlenia kierownika działu w celu upomnienia się o podwyżkę”- Georges Perec
Dofinansowano ze środków Instytutu Książki pochodzących z dotacji celowej Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.



