Jesteś tutaj

Strona główna


Tegoroczne kapryśne lato wyraźnie nam sprzyja, pogoda dopisała i znów mogliśmy
spotkać się na łonie natury.
Było ciepło i słonecznie, a my przy  zimnym serniku z borówkami wymienialiśmy się wrażeniami z lipcowej lektury czyli z pierwszej części Moich kronik Boba Dylana.
Ponieważ między zebranymi klubowiczami (nie było nas wielu – wakacje, wakacje) nie było zdecydowanych melomanów, książkę odebraliśmy dość obojętnie.
Ta dobrze (językowo) napisana autobiografia,  według nas zawierała jednak zbyt dużo odniesień muzycznych, które z powodu tego, iż nie jesteśmy wielkimi fanami Dylana (choć zgodnie stwierdziliśmy, że niektóre jego utwory są niepowtarzalne), po prostu nas nudziły. Także osobiste życie artysty nie obfitowało na tym etapie w żadne wielkie skandale..  dyskusja potoczyła się więc w kierunku innych, znanych lub jescze nieznanych biografii.
Miłośnicy muzyki mogą być jednak zachwyceni.
I im tę książkę zdecydowanie polecamy.